Dni, których nie znamy.

Myśli, które mnie nachodzą.

Nowy tysiąc.

Styczeń 08, 2012 @ 18:04 napisał: Beata Kategoria: Z życia wzięte.

Huraaa!
Dziś mój osobisty licznik przeskoczył w nowy tysiąc. Jeszcze wczoraj miałam 4000 dni do emerytury. A dziś już trójka z przodu!! No proszę, jak ten czas leci.
3999 zawsze lepsze niż 4000. Dlatego płacimy w sklepach 199,99, a nie 200,oo – chociaż ten jeden cent albo grosz tylko zaśmieca portfel.
Ale z drugiej strony – ceńmy każdy grosik – ja zbieram czerwone monety (1,2,5 centów) do starej cukierniczki po mojej babci. Jak się napełni, to jest ok 30 euro. To już nie śmieć, prawda?
Każdy nasz dzień też się liczy, coś przynosi, czymś cieszy. Nawet jakby nie był taki całkiem wymarzony, to widocznie taki miał być. Po czasie często stwierdzamy, że wszystko miało jakiś swój sens.
Nowy tysiąc… A 8.04.2009 pisałam, że przechodzę na czwórkę. Tyle było jeszcze czasu, a tu raz dwa znów tysiąc dni zleciało.
Cieszyć się, czy nie?
Każdy dzień zbliża nas do emerytury – to jest piękne. No bo, bądźmy szczerzy, praca jest superowa, ale wolne jest jeszcze superowsze! prawda?
Niestety ten postęp czasu znaczy również, że zmieniają się inne aspekty- z każdym dniem jesteśmy starsi. Często mądrzejsi, bo do głowy wciąż coś wchodzi. Na starcze głupotki mamy jeszcze czas. Przeważnie dość rozsądni i socjalnie zrównoważeni. Niekoniecznie piękniejsi – zmarszczki należą do żywotnej twarzy, ale kiedyś się śmiałam bez zmarszczek… Siły też nie zawsze te co były – jak wejdziesz pod biurko, żeby kable sortować, to trzeba coraz więcej wzdychania i podpórek, żeby znów wyleźć na światło. Coraz bardziej doceniamy zdrowie, bo tu już czknie, tam strzyknie, tu ciągnie, a tam piłuje. I coraz częściej trafia się w luźnych rozmowach wspólny temat – choroby.
Co tam! życie jest piękne. Delektujmy je.
Tak robimy. Snujemy plany, jakbyśmy mieli mieć 100 lat. Tyle jeszcze chcemy zobaczyć i przeżyć!! Świat jest taki ciekawy…
Więc nie szkodzi, że musimy pozostałe 3999 dni popracować (Jurek mniej, więc będzie mi ostatnie 400 dni gotował obiadki). Coś za coś.
Byle zdrowie dotrzymało, bo jak będzie zero dni, to będę miała 65 lat i 11 miesięcy, czyli będę … jarska emerytka.
Więc dziś, na nowy tysiąc otworzyłam szampana i stuknęłam na swoje dni!
Natura cieszy się ze mną i podarowała mi dziś przed domem pierwszego krokusa i przebiśniega (chociaż ten kwitnie już od dwóch tygodni).

Dziękuję!

Dzwonek budzika – to czas do Ciebie telefonuje...

Aida Night of the Proms

Grudzień 04, 2011 @ 19:30 napisał: Beata Kategoria: Z życia wzięte.

Oczekiwany od roku koncert „Night of the Proms” mamy za sobą. To już nasza coroczna tradycja.   Bilety kupujemy w grudniu na następny grudzień, ale program podają dopiero w lecie.  Ot, niespodzianka.
Zeszłoroczny, ostatni pod promocja Nokii, był dobry, ale jednak pozostawił sporo rozczarowania. Technika była zła, program taki la-la. Dużo było krytyki, my też swoje dopisaliśmy. Ok, było minęło.
Byłam pewna, że program, pod nową promocją Aidy będzie super!
Z wielkim oczekiwaniem jechaliśmy do Frankfurtu, gdzie zajęliśmy „nasze” miejsca – corocznie w tym samym rzędzie, z różnicą o kilka siedzeń.
Nie zawiedliśmy się. Muzyka opanowała halę, ogarnęła 10 tys ludzi, zawładnęła naszymi uszami. Rytm nie pozwalał usiedzieć, trzeba było wstać, podrygiwać, przytupywać i klaskać do taktu. Śpiewy i okrzyki też były mile widziane.
Każdy Euro z ceny biletu był znów dobrze zainwestowany.
Seal (mąż Heidi Klum) byl niesamowity, sopranistki DIV4S super, a dopiero połączenie Seala z sopranistkami – bez słów!
Do tego Alison Moyet, Stanfour, Nile Rodgers & Chic i John Miles.
Mieszanka DJa z orkiestrą – coś nowego, DJ wrzucał pop i rock, a orkiestra takty klasycznych dzieł. Obaj zmieniali się co chwilę, a my wciąż się dziwiliśmy, jak fascynująco to robili, tworząc homogeniczne nowe dzieło muzyczne.
Wracaliśmy pod wrażeniem.
Teraz zostaje nam słuchać CD, oglądać DVD, kupić bilety na grudzień 2012 i czekać niecierpliwie.

Muzyka to sztuka cieszenia się i smucenia bez powodu.

T. Kotarbiński

„Studnia bez dnia”

Listopad 11, 2011 @ 21:06 napisał: Beata Kategoria: Czytam, Polskie

Kasia Enerlich – moja cicha dusza pokrewna – zrobiła mi w życiu piękny prezent i napisała książki o Mrągowie.
Jakby tego nie starczyło, to Kasia szykuje mi nowy podarunek – Toruń.
Nowa powieść Kasi „Prowincja pełna słońca” ledwo pojawiła się na rynku, a pracowita główka, w czasie pobytu w Toruniu nałapała już nowych pomysłów i sformułowała projekt na kolejne dzieło.
Studnia bez dnia” odegra się w Toruniu, bohaterka będzie mieszkała na Szewskiej, a wydarzenia zwiążą się z pracownią rzeźbiarską na Podmurnej, gdzie w rogu pomieszczenia jest owa tytułowa studnia .
Jeszcze mam przed sobą czytanie nowej prowincji, a już mnie ogarnia ciekawość, które z moich miejsc i znanych kątów toruńskich odnajdę w tej studni.
Trochę mi teraz żal, że nie jestem już w Toruniu.
Dojdzie do kolekcji siódma i ósma książka autorki. Ale miejsca mam jeszcze dość, a jak nie starczy – to zrobię!
Kasiu, jesteś wspaniała! Ty pisz, a ja sobie poczekam.

Zycie jest jak książka, im dłużej ją czytasz, tym lepiej rozumiesz wątek.

Straszne!!!!

Listopad 06, 2011 @ 9:14 napisał: Beata Kategoria: Czytam, Polskie

Wczoraj ściągnął moją uwagę tytuł na stronie głównej Wirtualnej Polski:
Co jedzą bogaci, a na co nie stać Kowalskiego„.
Tak mnie ten artykuł wzburzył, że nie mogłam spać. Bo czytając doszłam do miażdżącego wniosku, że nie tylko Kowalskiego na to nie stać, ale i Müllera, Schmitta i mnie też nie.
Straszne! Co za strata dla podniebienia! Co za niesprawiedliwość losu!
Po co to pisali? po co to czytałam? Teraz jestem świadoma mojej maleńkości, moje ego zapadło w bezdenną przepaść, kompleksy mnie dławią. No i tak mi żal Kowalskiego!
Widzę na zdjęciach smaczne rzeczy, oczy rosną, ślinka leci… czytaj dalej →

Grecki patent

Październik 26, 2011 @ 17:52 napisał: Jurek Kategoria: Aktualne, Uśmiech na codzień.


No, proszę! Idzie!
Można by ten system dobrowolnie powielać.
Ponieważ obok greckich już są też prowadzone rozmowy włoskie – więc sprawa jest aktualna i globalna.
A w Niemczech każą nam do 67 lat pracować (nawet już sobie myślą o 69). To na pewno, żeby było komu wydrukować te 100 Euro.

Kolekcjonujemy wrażenia

Październik 01, 2011 @ 16:32 napisał: Beata Kategoria: Wojaże i podboje

Już dwa tygodnie mijają, jak wróciliśmy z alpejskich wojaży.
Teraz szukamy nowych uroków w codzienności. No, nawet się tu i tam coś znajdzie.
Dwa tygodnie byliśmy znów w drodze, w „naszych” Alpach, Wschodnim Tyrolu, Wysokich Taurach, w dolinie Virgen, w Hinterbichl, hotel Islitzer. Piąty raz to samo, a jednak zawsze inaczej. I prawie jak w domu.
Ponad 600 km drogi chcieliśmy znów spędzić jako pełny urlopowy dzień i wzbogacić wrażenia. Zamiast jechać w kawałku, zrobiliśmy przerwę w Ötztal, w Sölden – to ta dolina, gdzie znaleziono przed laty człowieka lodu Ötzi. Następnego dnia pojechaliśmy na pobliski lodowiec Rettenbach. Pozwoliłam sobie tam na półgodzinny marsz przez język lodowca, a Jurek zajął wygodniejsze miejsce widokowe w samochodzie. Szczelin się nie bałam, bo były, ale takie, że raczej bym tylko pupcią utknęła. Za to wrzuciłam do kolekcji nowe wrażenie: iść po lodowcu, mieć lód pod sobą i wokół siebie. czytaj dalej →

Bez stressu po grecku

Wrzesień 29, 2011 @ 15:45 napisał: Beata Kategoria: Uśmiech na codzień.

Kto z nas nie ma stressu? nie goni w pośpiechu? Pracodawca gniecie, fiskus ciągle coś chce, rodzina wypowiada życzenia.
A gdzie JA?
Trafiło mi się rozwiązanie, takie sobie… proste… Kiedyś spadło by z nieba, dziś przyszło nowoczesną drogą przez media.

„Obecnie jest możliwość adoptowania Greka za jedyne 500 Euro .
Grek będzie robić za Ciebie wszystko na co nie masz czasu.
Spać za Ciebie do jedenastej.
Chodzić za Ciebie na kawę oraz na papierosa.
Odbywać poobiednią sjestę, a wieczorem siedzieć za Ciebie w knajpce lub
przed telewizorem. Za dodatkową opłatą 50 Euro może też poopierdalać się
za Ciebie na Facebooku :)
… Ja już adoptowałem i mam luz – mogę pracować od rana do wieczora!
P.S. Wpłaty należy przekazywać za pośrednictwem Komisji Europejskiej”

A no… co tam te 500 Euro, znajdą się, na taki cel!

Czytam: książki Kasi Enerlich

Sierpień 13, 2011 @ 20:29 napisał: Beata Kategoria: Czytam, Polskie

Prawie przypadkowa wiadomość mojej kuzynki Ani, że jej znajoma napisała książkę o Mrągowie i Mazurach, wprowadziła mnie na szlak Katarzyny Enerlich.
Oczarowana „Prowincją pełną marzeń” napisałam do autorki i rozwinęła się miedzy nami miła znajomość.
Dziś jestem gorącą czytelniczką, mam wszystkie książki Kasi i jeszcze dużo miejsca w regale na następne.

Kasia ma tysiące czytelników, setki znajomych, dziesiątki, z którymi utrzymuje aktywny kontakt na Facebook i Naszej Klasie, no i do tego wszystkie prywatne znajomości. Prowadzi też blog. Ja jestem dla niej jedna z bardzo wielu, ale Kasia jest dla mnie tylko jedyna, fajnie mi ją „śledzić” i „odkrywać”. Lubię sobie składać mozaikę z jej wypowiedzi przy różnych okazjach i odnajdywać biograficzne elementy w powieściach.

A ja znajduję w Kasi książkach kamyki mozaikowe z mojego życia. Ciągle przeżywam Déjà-vu. Odnoszę wrażenie, jakby Kasia czytała w moich myślach i przetwarzała je na swój sposób w powieści. Znajduję w książkach moje myśli, moje zdania, gdzieś na świecie wypowiedziane, pomyślane, gdzieś napisane, w szczęśliwych i smutnych sytuacjach – Kasia je słyszała… jak pokrewna dusza. Jakby szła w życiu obok mnie. czytaj dalej →

Perspektywa myślenia

Lipiec 26, 2011 @ 15:53 napisał: Beata Kategoria: Uśmiech na codzień.

Mam tak ułożony czas pracy, że pracuję po 12 dni w kawałku i dopiero wtedy mam zasłużony weekend. Tzn. w miesiącu mam cztery dni wolne, luksus spania bez budzika! Co prawda wiele dni kończę o 12-13 godzinie i mam długie popołudnia – ale to się jakoś tak szybko zapomina, a w głowie wryte jest tylko: 12 razy budzik i drrrrr.
Wczoraj rano, w poniedziałek, po moim „pracowitym” weekendzie, czyli już 7 dni pracy za mną:
Jurek – kurcze, znów pięć dni…
Ja – super, już tylko pięć dni!
No? komu lepiej?

Amy W.

Lipiec 24, 2011 @ 21:13 napisał: Beata Kategoria: Aktualne

Amy Winehouse nie żyje.
Dożyła zaledwie 27 lat. Dzisiejsza prasa jest pełna wieści o znalezionej zmarłej Amy.
Dotąd czytaliśmy o jej ekscesach narkotykowych i alkoholowych. Wszelkie terapie odrzucała, przerywała, nie chciała nic zmieniać w swoim życiu, bo była z niego zadowolona. Ok, jej sprawa. Ale media męczyły nas jej obrazami, których nie chcieliśmy widzieć.
Jednak ponieważ o zmarłych nie należy mówić źle, powiem tylko, że na koniec spełniła dobry uczynek: pokazała, że nadmierne picie i ćpanie skraca życie. Może jakiś fan się ocknie, zanim zapadnie w takie bagno jak Amy.